Pani Aniela Jaworska. Ta wesoła, pogodna i zawsze uśmiechnięta pani mieszka w naszych Tuplicach już od bardzo dawna. Cieszy się szacunkiem mieszkańców naszej miejscowości nie tylko z racji wieku, ale przede wszystkim, dlatego że jest taka sympatyczna i otwarta na ludzi. Chętnie rozmawia z naszą młodzieżą i opowiada o czasach wojny i okupacji. To żywa historia, a więc dużo atrakcyjniejsza niż teoria na łamach książek.

 - Skąd Pani pochodzi?
- Z Gródka Jagiellońskiego w powiecie Lwówek. Ta nazwa wywodzi się od króla Jagiellona, który jechał przez naszą wieś do swojej żony tu spodobała mu się kapliczka i postawił kościół na swoją czesć.

- Kiedy się Pani urodziła?
-7 października 1926r. na Matki Boskiej Różańcowej.

- Od ilu lat mieszka Pani w Tuplicach?
- Od 1947 roku. Czyli to już 61 lat

- W jakim wieku przeżyła Pani II wojnę Światową?
- Miałam wtedy 13 lat. Pod dom podjechały furgonetki, Niemcy zaszli Lwów od strony zachodniej, a Rosjanie od wschodu. Mama kazała szybko wstawać i się ubierać. Ojca mojego aresztowali, a nas wywieźli. A stało się to z 12 na 13 kwietnia 1940 roku. Później wywieźli nas na Syberię i tam byliśmy 6 lat. Kiedy wracaliśmy z Syberii na Ukrainę zatrzymali nas rosyjscy żołnierze i nie puścili do Polski, staliśmy tam kilka godzin. Nie mieliśmy co jeść tylko piliśmy wodę. Jedna Rosjanka dała nam kalosze i trochę chleba, bo było zimno.

- Ile Pani miała rodzeństwa?
- Było nas czternaścioro, ale troje z rodzeństwa zmarło jedno w wieku 2 lat, drugie 4 lat, a trzecie miało 7 lat.

- Prosimy opowiedzieć po krótce o Pani rodzinie.
- Mama miała na imię Teresa Falkiewicz , a ojciec Józef Falkiewicz . Tato był wójtem, brat Wojtek oficerem, siostra nauczycielką, a jeszcze jeden brat Kazik wojskowym.

- Czy przeżyła Pani jakieś cięższe choroby?
- Tak. Zaćmę, świerzb, tyfus. I jeszcze kilka innych. Nie były to najmilsze choroby, ale jakoś je przeszłam.

- Gdzie Pani w młodości pracowała i czy gdzieś w Tuplicach?
- Hmm…. Razem z braćmi i siostrami pasaliśmy kozy, krowy oraz woziliśmy drewno z lasu. Takie były czasy, że żyło się z własnych płodów rolnych, warzyw i szyło się ubrania. A w Tuplicach to pracowałam na kolei 20 lat.

- Czy Pani myśli, że teraźniejsze czasy są lepsze niż 40 lat temu?
- Oczywiście. Kiedy wybuchła II wojna światowa w 1939r. wtedy nie można było nic powiedzieć, ale jak już to trzeba było mówić po cichutku tak, żeby Niemcy nie słyszeli.


- Czy ma Pani jakieś dokumenty z tamtych czasów?
- Niestety nie. Mama dostała na Syberii dowód osobisty, ale jak wracaliśmy do Gródka mama poszła na NKWD i tam kazali jej zdać dowód.

- Na ilu pielgrzymkach Pani była i gdzie?
- Na pielgrzymki jeździłam, gdzie tylko się dało w Krakowie byłam 3 razy, w Licheniu około 10, w Bułgłowie na rekolekcjach, w Grudzińsku na zjeździe Sybiraków jeszcze w Gnieźnie i Częstochowie .

- Dziękujemy za poświęcony nam czas i życzymy dużo zdrowia, pogody ducha i by ten uśmiech nigdy nie znikał z Pani twarzy.


Wywiad przeprowadziła:
Agnieszka Bałut