Wywiad z panem Zygmuntem Białkowskim, właścicielem stawu hodowlanego w Łazach, osobą konsekwentną i przedsiębiorczą.

- Pochodzi Pan z tych ziem, czy skądś Pan tutaj przybył ?

- Mieszkam na tych ziemiach od dziecka, tu się urodziłem i tu się wychowałem. W moich czasach nie było tak dobrze jak dziś. Teraz dzieci się rodzą w szpitalach, a ja urodziłem się w Ośrodku Zdrowia w Tuplicach. Takie to były kiedyś stare, dobre czasy

- Ma Pan jakieś motto, którym kieruje się w życiu zawodowym i codziennym?

- No to będzie tutaj ciężko z tym pytaniem...
Moim mottem, którym kieruję się w życiu zawodowym i codziennym są słowa „uśmiech za uśmiech”, które pokazują, że ludzie, którzy uśmiechają się i żyją optymistycznie będą gromadzili wokół siebie dobrych i optymistycznie nastawionych do siebie ludzi. Natomiast celem, do którego dążyłem w moim życiu, była hodowla ryb i stworzenie ośrodka, w którym zarówno mieszkańcy tych okolic, jak i turyści odwiedzający nasze tereny, mogliby odpocząć na łonie natury.

- Będąc dzieckiem, o czym Pan marzył? Kim chciał Pan zostać w przyszłości?

- Od najmłodszych lat zawsze ciągnęło mnie do samochodów i motoryzacji. Chciałem zostać mechanikiem samochodowym, którym zostałem i nim jestem. No, ale postanowiłem zrobić w życiu coś więcej, założyłem bar, w którym zatrudniam mieszkańców tych okolic i spełniło się moje marzenie, wybudowałem ten skromny staw hodowlany, wraz z zapleczem.

- Czym się Pan zajmuje w wolnych chwilach. Jakie są pana zainteresowania?

- W wolnych chwilach, kiedy je oczywiście mam, to bardzo lubię zajmować się moim łowiskiem. Dbać o nie, porządkowywać, a nawet sam obsługiwać przyjezdnych gości. Zawsze interesowałem się motoryzacją, oraz właśnie hodowlą ryb, a także w pewnym stopniu myślistwem. Nawet, z wolnego terenu, przez tę pasję obok łowiska postanowiłem zbudować zagrodę dzików. Tutaj można je zobaczyć i obserwować ich zachowanie.

- Posiada Pan staw hodowlany… Czy było trudno zorganizować takie przedsięwzięcie?

- Oj bardzo trudno. Całe to kopanie, starania związanie z urzeczywistnieniem przedsięwzięcia były bardzo trudne. Na jeden hektar zbiornika zużyto 20 tysięcy ton oleju napędowego do pracy maszyn, to tak, jakby cały jeden wagon. Można powiedzieć, że trochę problemu było z takim zaprojektowaniem całości, żeby była ona miła dla oka i funkcjonalna. Takim na przykład efektem planów była wyspa, gdzie przyjezdni mogę wypoczywać w miłej atmosferze. Z biegiem lat wprowadziłem również więcej różnych dodatków wędkarskich jak np. budki, ławeczki, gdzieniegdzie podpórki pod wędki itp. A dziś jest tak jak jest. Mamy tutaj wielki zbiornik z różnymi gatunkami ryb, a dalej obok zbiornik z samymi pstrągami. A nieopodal dwa domki wypoczynkowe i jeszcze jeden na wyspie. Kosztowało to wiele pracy, trudu, starań, ale mamy tutaj staw hodowlany i myślę, że efekt jest naprawdę dobry.

- Ilu ludzi tu pracuje i dba o porządek całego terenu i czy trudne jest utrzymanie całego stawu, obrzeża w idealnym stanie?

- Na całym terenie pracuje tylko dwóch ludzi. Powiem szczerze, że wędkarze i przyjezdni zachowują duży porządek na swoich stanowiskach. Także moi ludzie bardzo dbają o zakarmianie łowiska, wykaszanie trzcin itp.

- Czy łowisko chętnie odwiedzają przyjezdni ? Cieszy się ono dużym powodzeniem?

- Teraz, na chwilę obecną, mogę powiedzieć, że cieszy się ono bardzo dużym powodzeniem. Chętnie przyjeżdżają tutaj nawet ludzie z różnych stron Polski. Przez dobre kontakty ze stroną niemiecką nawet tam dotarła wiadomość o naszym stawie hodowlanym w Łazach. I już teraz odwiedzają nas, także Niemcy, którzy wychodzą stąd z uśmiechem i są bardzo zadowoleni z pobytu u nas. To bardzo dobrze świadczy o statusie naszego łowiska, które właśnie oceniamy po uśmiechu na twarzy przyjezdnych.

- Dziękuję Panu za interesujący wywiad i życzę powodzenia w dalszej pracy.



Wywiad przeprowadził :
Dawid Świerliński